Łowienie pstrągów w Belgii – relacja z wędkarskiej wyprawy na grubego potokowca

Wiosenny wyjazd na pstrągi – początek sezonu spinningowego
Pod koniec marca tego roku wraz z grupa znajomych - Michałem, Kacprem i Oskarem zaplanowaliśmy wyjazd na Pstrągi. Po ciężkiej, bardzo długiej zimie, gdzie możliwe było jedynie łowienie spod lodu byliśmy bardzo "głodni" ryb w kropki. Przez prawie 3 miesiące łowienie tych ryb było niemożliwe z racji dużych ujemnych temperatur. Większość rzek byłą zamarznięta - nie było szans na jakiekolwiek łowienie. W połowie miesiąca temperatura zaczęła z dnia na dzień rosnąć, dlatego postanowiliśmy pojechać na drugi koniec Polski - nad rzekę San, spróbować swoich sił z pstrągami. Kilka dni przed samym wyjazdem dostaliśmy "info" od znajomych, że od kilku dni totalnie nic się nie dzieje, ryby nie aktywne, prawie nikt nic nie łowi. Po dłuższym zastanowieniu podejmujemy decyzję, że nie opłacalne jest przejechanie prawie 900km w jedną stronę i nie spotkanie się z pstrągiem, dlatego szybko zmieniamy plan wyjazdu, pakujemy się i jedziemy nad rzekę pstrągową do Belgii. Trasa prawie taka sama, ale wiemy że jest szansa spotkać się tam z naprawdę grubymi rybami. Nie był to przypadkowy wybór - Kacper kilka lat do tyłu odwiedził tą rzekę i pięknie połowił wielkich ryb, więc nadzieje były ogromne.
Pierwszy kontakt z dużym pstrągiem na belgijskiej rzece
Podczas walki z naturą doszliśmy do pierwszego ciekawego miejsca. Była to głęboka rynna, która szła przez środek rzeki. Kacper podaje przynętę i momentalnie jest branie - na kiju siedzi duża ryba, chwila holu, dosłownie 3 sekundy i ryba spada. Po braniu i ugięciu wędki oszacowaliśmy, że spokojnie byłą to ryba ok. 60cm. Niestety takie rzeczy się zdarzają, nie było pisane nam złowić dziś pstrąga. Dosłownie kilka chwil później dostaliśmy info od chłopaków, że im udało się złowić. Oskar wyciągnął pstrąga lekko ponad 50 cm, jak na tamte warunki nie była to duża ryba, ale chociaż wiedzieliśmy że mimo pogody jest szansa połowić. Tamtego dnia nie wydarzyło się już nic więcej. Drugi dzień zapowiadał się trochę lepiej, wyszło trochę słońca, było kilka stopni cieplej i łowiło się dużo przyjemniej. Postanowiliśmy "poskakać" trochę więcej i obłowić jeszcze więcej miejsc i poszukać ryb. Tego dnia ja łowiłem z Michałem. Pomimo delikatnej poprawy pogody przez pierwszą część dnia nikt z nas nic nie złowił, bez kontaktu z pstrągiem, bez wyjścia bez czegokolwiek. Na ten wyjazd zabrałem ze sobą kilkanaście sztuk shadteeza slim 7.5 cm w malowaniu pstrągowym. Był on delikatnie za duży, bo maksymalna dł. przynęty to 7cm, więc ucieliśmy mu trochę głowy, uzbroiliśmy w główkę wolframową i zaczęliśmy obławiać wodę tą przynętą.

Sprzęt na duże pstrągi – mocne wędki, przynęty i belgijskie restrykcje
Na łowienie nie mieliśmy zbyt dużo czasu, w podróż wyruszyliśmy w środę po południu, natomiast wrócić mieliśmy w niedziele późnym wieczorem, więc mieliśmy jakieś trzy i pół dnia łowienia. Zapakowaliśmy auto po sam dach sprzętem i ruszyliśmy w podróż do Belgii - złowić swojego życiowego pstrąga. Dojechaliśmy w nocy, rozpakowaliśmy się i zaczęliśmy szykować sprzęt. Wędki jakie zabraliśmy były mocne (nie było tu mowy o żadnej finezji, delikatne kije nie zdały by egzaminu w tak silnym nurcie i tak dużej rzece oraz z rybami, które tam pływały) - było to zupełnie inne łowienie niż w naszych polskich małych rzekach. Restrykcje jakie występowały na tej rzece wymagały od nas przezbrojenia naszych wszystkich przynęt. Trzeba było używać haków bezzadziorowych. Przynęty, który były dozwolone nie mogły przekraczać 7cm - wraz z hakami. Używanie kotwic było zabronione. Po męczącej podróży, ogarnięciu przynęt i wszystkiego co było nam potrzebne do łowienia położyliśmy się spać. Wstaliśmy z samego rana, zjedliśmy śniadanie, pojechaliśmy wykupić zezwolenia i nareszcie byliśmy gotowi na spotkanie z "profesorem".
Trudne warunki pogodowe podczas łowienia pstrągów
Prognozy nie były dla nas łaskawe, dwa dni przed planowanym wyjazdem temperatura w Belgii pokazywała ponad 10 stopni , wiec warunki idealne. W dzień naszego przyjazdu wszystko obróciło się o 180 , do Belgii wróciła zima. Mocny spadek temperatury, silny deszcz, wiatr i opady śniegu - to nie wróżyło nic dobrego. Warunki do łowienia były fatalne - była to walka z naturą, a nie z rybami. Pierwszego dnia podzieliliśmy się po 2 osoby, żeby zbadać w jak najkrótszym czasie jak najwięcej "miejscówek", poznać rzekę i spróbować złowić "kabana". Ja poszedłem z Kacprem, natomiast Michał z Oskarem. Przez pierwszą połowę dnia nikt z naszej czwórki nie zanotował brania, ani nawet wyjścia ryby. Ten dzień był skazany na tak zwaną porażkę. Raz padał deszcz, za chwile grad, wiał mocny porywisty wiatr, a na koniec jeszcze padał śnieg. Nie oszukujmy się - nie były to dobre warunki na złowienie jakiejkolwiek ryby.

Pstrąg 64 cm – życiówka Michała na spinning
Woblery, wahadła, larwy od libry się póki co nie sprawdzały, więc musieliśmy coś zmienić. Już po chwili słyszę krzyk Michała "siedziiiii - dobry!".. rzuciłem wędkę, szybko pobiegłem w jego kierunku i przyglądałem się jak holuje tego pięknego pstrąga. Hol był dość długi, w tak silnym nurcie ciężko było zatrzymać tą rybę. Wyciągnąłem podbierak i czekałem, aż Michał go zmęczy. W końcu się udało, mamy to - w podbieraku ląduje piękny samiec pstrąga. Po taką rybę właśnie tu przyjechaliśmy. Szybki pomiar i wypuszczamy rybę. Pstrąg mierzył 64cm - był to osobisty rekord Michała. Tym miłym akcentem zakończyliśmy dzień drugi tej nierównej walki. Kolejnego dnia znów pomieszaliśmy "składy" i zaczęliśmy obławiać jeszcze bardziej odległe miejsca w poszukiwaniu jeszcze, chociaż jednej dużej ryby. Każdy z nas zaliczył "jakieś" branie lub dotknięcie, lecz nikomu nie udało się nic złowić. Pogoda dawała nam w kość, byliśmy już zmęczeni kilometrami zrobionymi nad tą belgijską rzeką i walką z tragiczną pogodą, więc postanowiliśmy trochę szybciej zakończyć łowienie, spakować się i wrócić wcześniej do domu.

Belgijska rzeka pstrągowa – piękne ryby i fatalny stan wody
Teraz napiszę słów kilka o samej rzece - w skrócie jak to oceniliśmy to "jeden wielki ściek". Większość miejscówek, które obławialiśmy była w miasteczkach przez które płynęła rzeka. Prawie z każdego budynku, domostwa wychodziły rury kanalizacyjne o bardzo dużej średnicy i były skierowane prosto do rzeki. Niewiarygodne, że władze czy nawet sami mieszkańcy dopuszczali się takich czynów. Wszystko było na tak zwanym "legalu". Dla nas wędkarzy był to szok. Na brzegach wszędzie śmieci, nurtem rzeki płynął papier toaletowy, odpady i inne tego typu rzeczy. Dla każdego normalnego, a przede wszystkich etycznego wędkarza taki widok to coś strasznego. Klimat łowienia w tym "ścieku" nie miał nic wspólnego z "pstrągowaniem", które znamy. Byliśmy w głębokim szoku jak można zniszczyć tak dużą i piękną rzekę, co najważniejsze z wielkimi i pięknymi pstrągami.

Czy warto jechać na pstrągi do Belgii? Wnioski po wyjeździe
Z każdej wędkarskiej wyprawy człowiek wyciąga jakieś wnioski, nasz był jeden - w najbliższych latach nie ma możliwości żebyśmy tam wrócili, jeżeli się nic nie zmieni. Niemniej jednak był to ciekawy wyjazd, każdy z nas lubi poznawać nowe miejsca i próbować zmierzyć się z rybami, które tam występują. Podsumowując nie był to nasz udany wyjazd, ale dzięki Michałowi chociaż trochę go uratowaliśmy. Każdy wędkarski trip to nowe doświadczenia, które pomogą nam być jeszcze bardziej skutecznymi wędkarzami. Dla mnie osobiście była to nowość, nigdy wcześniej nie próbowałem łowić ryb w kropki w tak dużej rzece, a po tym wyjeździe już "jakieś" doświadczenie jest zebrane i pomoże lepiej przygotować się na kolejny wyjazd.
Z wędkarskim pozdrowieniem - Patryk nizel.pl
A więcej przynęt pstrągowych znajdziecie na stronie naszego sklepu wędkarskiego.
