Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Zarybianie okiem Ichtiologa

2021-01-22
Zarybianie okiem Ichtiologa

Czym są zarybienia każdy wędkarz z grubsza wie. Chodzi o wprowadzenie do danej wody materiału zarybieniowego czyli po prostu ryb. Materiał zarybieniowy zazwyczaj pochodzi z hodowli, w których jest produkowany, chociaż zdarzają się przypadki przenoszenia ryb z jednego zbiornika (gdzie licznie występują), do innego, gdzie jest ich deficyt. Materiał zarybieniowy może być różnej wielkości i mieć różny stopień rozwoju. Zarybiamy ikrą, wylęgiem i wylęgiem żerującym, narybkiem, kroczkiem, selektami i tarlakami. W przypadku niektórych gatunków mamy specjalne określenia ryb na różnym etapie rozwoju np. lipcówka u karpia czy smolt u troci. Niezależnie od tego jaki materiał stosujemy, ma on swoją z grubsza określoną przeżywalność. Zazwyczaj im mniejszy materiał zarybieniowy tym jego przeżywalność jest niższa i trzeba go wpuścić więcej by otrzymać ten sam efekt. Przybliżę Wam pokrótce formy materiału zarybieniowego.

 

Ikra

Może być także w formie zaoczkowanej. „Zwykła” ikra jest to najtańszy a jednocześnie obciążony największą śmiertelnością materiał zarybieniowy. Do zarybień stosuje się ikrę, krótko po zapłodnieniu. Po pewnym czasie od zapłodnienia ikra staje się wrażliwa na manipulacje. Oczywiście wszystko zależy od gatunku. W przypadku większości karpiowatych i np. szczupaka, które składają ikrę na roślinności, jest ona naturalnie stosunkowo odporna na manipulacje. Trzciny i podwodne zielsko ruszają się pod wpływem wiatru i prądów i ikra w naturze wielokrotnie „obija” się o jakieś przedmioty, więc musi być na to odporna. Inaczej jest w przypadku łososiowatych. Ikra jest składana w gnieździe, zapładniana i przysypywana przez tarlaki, więc na początku musi być odporna na manipulacje. Po kilku godzinach kiedy leży już w gnieździe pod warstwą żwiru, staje się bardzo wrażliwa i nawet lekkie muśnięcie ziarna może spowodować jego obumarcie. Dlatego tak ważne jest by nie brodzić w okresie tarłowym w okolicach gniazd. Niestety także same np. trocie odbywając tarło w okolicy lub na istniejącym już gnieździe niszczą efekt tarła poprzedników. Można też stosować tzw. ikrę zaoczkowaną.

Ikra zapłodniona pstrąga potokowego. Przez kilka godzin po zapłodnieniu jest odporna na manipulacje i można ją transportować.

Czym ona jest? Jak sama nazwa wskazuje w ziarna ikry widoczne są już wybarwione oczy zarodków. Tak jest u zdecydowanej większości naszych ryb, z wyłączeniem sandacza. Czym jeszcze się różni ikra zaoczkowana? Tym, że jest odporna na manipulacje. Zarodek w ziarnie jest już z grubsza wykształcony (nie jest już zwykłym zlepkiem komórek) i można go bez problemu przewozić, przenosić i oczywiście zarybiać. Ogólnie zarybienia ikrą stosuje się rzadko i dotyczą one głównie ryb łososiowatych, mających największe ziarna.

Ikra zaoczkowana troci wędrownej. Widoczne są już oczy zarodków znajdujących się w ziarnach. Po dotknięciu ziarna ikry larwy często poruszają się w środku.

Wylęg

Mamy tu do czynienia z rybą, a właściwie jej larwą. Wylęg może być larwą swobodnie pływającą lub „przyklejoną”. O co chodzi? Niektóre gatunki (karpiowate, szczupak), tuż po wylęgnięciu przyklejają się za pomocą specjalnego gruczołu do podłoża (roślinności, kamieni). W okresie kiedy są przyklejone nie pobierają pokarmu zewnętrznego tylko wchłaniają zapas na pierwsze dni, który znajduje się w woreczku żółtkowym (odpowiednik żółtka w jajku).

Świeżo wylęgnięte miętusy. Widać wyraźnie woreczek żółtkowy. Miętus ma bardzo drobną ikrę i mały wylęg. Larwy osiągają 3-4 mm i wagę 0,0005 grama. Małe larwy to duża śmiertelność, miętusy rekompensują ją dużą płodnością. Kilogramowa samica składa 600 tysięcy jaj.

W przypadku łososiowatych, posiadających największe woreczki żółtkowe, wylęg po wykluciu po prostu leży w zakamarkach gniazda i wchłania. Wylęg żerujący jest to już ryba, która zaczęła pobierać pokarm zewnętrzny. Może mieć jednak, w zależności od gatunku, nadal niewchłonięty całkowicie woreczek żółtkwy lub być już pozbawiony woreczka i swobodnie pływać.

Narybek

Jest to już prawie w pełni wykształcona ryba, taki mały model dorosłego osobnika w pierwszym roku życia. W zależności od pory roku, którą mamy w okresie zarybienia rozróżniamy narybek letni, jesienny czy wiosenny. Zazwyczaj, u większości gatunków, narybek wiosenny to ten który już ma prawie rok i przeżył swoją pierwszą w życiu zimę. Narybkiem jest np. palczak sandacza (nazwa pochodzi od ryby o długości palca) czy lipcówka karpia, żeby było śmieszniej lipcówkę zazwyczaj otrzymujemy w czerwcu.

Świeżo wylęgnięte szczupaki. Po wylęgu szukają pionowych powierzchni do których przyklejają się za pomocą specjalnego gruczołu. Tak przyklejone spędzają kilka a nawet kilkanaście dni. Dlatego szczupaki tak chętnie trą się w trzcinowiskach, są tam świetne warunki do przyklejania się wylęgu.

Kroczek

Nazwa ta dotyczy głównie ryb karpiowatych i określa rybę w drugim, a nawet czwartym roku życia (w przypadku wolno rosnących ryb). Smolt. Jest to w sumie „kroczek” troci czy łososia. Ma ponad rok lub ponad dwa (kwestia wysmolcenia to sprawa osobnicza, niektóre ryby potrzebują więcej czasu) i jest gotowy do opuszczenia rzeki oraz wędrówki do morza.

Selekt i tarlak

O selekcie mówimy w przypadku już praktycznie dorosłych ryb ale będących jeszcze przed pierwszym w życiu tarłem. Tarlaki to już dorosłe ryby, które odbywają tarło. Granica między selektem a tarlakiem jest nieostra. Wynika to z tego, że ryby różnie dojrzewają. Z jednego rocznika samce mogą już być gotowe do tarła a samice nie. Dodatkowo kwestia dojrzałości może być cechą osobniczą.

Dobra, dosyć tych pojęć, czas na ważną kwestię.

Wielu wędkarzy często krytykuje zarybienia wylęgiem i drobnym narybkiem. Uważają, że powinno się zarybiać wody dużymi rybami, jeżeli jeszcze niedojrzałymi płciowo to chociaż selektami.

Szczupaki po odklejeniu zaczynają intensywnie szukać pożywienia. Mają mocno rozwinięty instynkt atakowania wszystkiego co się rusza. Hodowca ma tylko kilka dni na zarybienie gdyż ryby zaczynają atakować się nawzajem nawet przy dużej ilości pokarmu.

Jak to właściwie jest?

Faktycznie, przeżywalność dużych ryb jest nieporównywalnie większa niż np. wylęgu. Jednak małe formy ryb mają jedną zdecydowaną przewagę nad dorosłymi rybami – szeroko pojętą, większą zdolność adaptacji do środowiska. Dlaczego użyłem tak dziwnych pojęć? Otóż ta większa zdolność adaptacji materiału zarybieniowego do przeżycia w środowisku ma wiele aspektów.

Po pierwsze wypuszczane małe formy ryb, które nie były nigdy albo bardzo krótko karmione sztucznymi paszami, od początku uczą się zdobywać pokarm w naturze.

Pływający wylęg jazia. Jazie także przyklejają się do powierzchni ale zaczynają swobodnie pływać już po kilku dniach. Są to ryby stadne i zarybiać je należy w ławicy.

Instynkt im podpowiada jak, gdzie i o jakiej porze tego pokarmu szukać. Mimo że pokarmu jest zdecydowanie mniej niż w ośrodku hodowlanym jednak jest on w pełni naturalny. Tu mamy ciekawe zjawisko. Ryby w hodowli tak jak w naturze, nie rosną w tym samym tempie. Zawsze w basenie, w ośrodku hodowlanym spotkamy ryby szybciej rosnące – te które lepiej i sprawniej przyswajają (zazwyczaj) pokarm sztuczny i te, które gorzej sobie z tym radzą. Oczywiście hodowca niweluje ten efekt sortując ryby i z każdej grupy ma baseny szybko i wolno rosnących ryb. Jest jednak pewne ale. Te szybko rosnące, dobrze przyswajające sztuczny pokarm ryby, nie muszą (i zazwyczaj tak jest) lepiej radzić sobie ze zdobyciem pokarmu np. w rzece. Hodowane w basenie małe pstrągi przebywają w dużych zagęszczeniach i dużym stadem żerują, natomiast w naturze liczy się własne terytorium, żerowanie w pojedynkę i intensywne poszukiwanie pokarmu a nie czekanie na odpowiednią godzinę kiedy hodowca sypnie paszą. Dochodzi do paradoksu, te najładniejsze z hodowli pstrągi słabo sobie radzą w środowisku, a te które słabo sobie radziły w hodowli (jeżeli przeżyły) mogą być najbardziej wartościowe do zarybień. Oczywiście nie zawsze tak jest. Przytoczyłem tu przykład pstrąga ale inaczej wygląda kwestia np. karpia. Ryba ta jest hodowana w sposób bardziej „naturalny”. Zazwyczaj już jako wylęg ląduje w specjalnych stawach i mimo że jest z wiekiem karmiona zbożami czy sztuczną paszą to znaczną część pokarmu karp wyszukuje w stawie w postaci wszelkiego rodzaju robactwa. Podobnie wygląda też kwestia szczupaka, który także szybko trafia do stawów, a tam odżywia się najpierw planktonem a potem wylęgami i narybkami specjalnie wpuszczanych ryb karpiowatych.

Wylęg żerujący troci. W pełni rozwinięty i pozbawiony już woreczka. W hodowli przetrzymywany w zagęszczeniach. W naturze wylęg tej wielkości już się rozprasza i indywidualnie poszukuje pokarmu.

Po drugie. Środowisko. Ryby hodowane przez kilka miesięcy w ośrodkach zarybieniowych, zwłaszcza tych zaopatrzonych w obiegi zamknięte (RAS), nigdy nie mają do czynienia z „żywą” wodą.

W obiegach zamkniętych wszystkie czynniki środowiska podlegają ręcznej regulacji: temperatura wody, zawartość tlenu, dwutlenku węgla i związków azotu, przepływ, wymiana wody a nawet czas, natężenie i długość oświetlania. Ryby hodowane w takich warunkach praktycznie nie nadają się do zarybień i na zachodzie raczej do zarybień nie są używane. W Polsce bywa różnie. Dodatkowo ryby hodowane w RAS, mają do czynienia z wodą praktycznie jałową pod względem występowania organizmów pasożytniczych i chorobotwórczych. Niezależnie czy mamy do czynienia z obiegami zamkniętymi czy hodowlą na „żywej” wodzie, większość ryb ma niewielki lub żaden kontakt z potencjalnymi drapieżnikami, które mogą im w środowisku zagrażać. W interesie hodowcy jest przecież by odciąć materiał zarybieniowy od wszelkich stworzeń, które mogą go zjeść i te ryby nie nauczyły się jak „wywąchać” drapieżnika.

Niestety niezależnie od tego jakiej wielkości ryby wpuszczamy jest jeszcze trzeci aspekt, dotyczący adaptacji do środowiska, są to geny.

Jakość genów ryb pochodzących z hodowli opartych na własnych stadach tarłowych, jest niestety słaba. Jak wcześniej pisałem, ryby w hodowli mają tendencje do różnicowania tempa wzrostu. Hodowcy z każdego wyhodowanego rocznika zostawiają sobie część ryb w celu zasilenia stada tarłowego. Wiadomo, część tarlaków ginie po tarle albo jest już za stara. Hodowca, co jest logiczne, zostawia sobie na przyszłe tarlaki najładniejsze ryby, czyli te, które świetnie radzą sobie w warunkach hodowli ale niekoniecznie w środowisku naturalnym. Skutkiem takich działań jest to, że po pierwsze „popieramy” nie te ryby co trzeba, a po drugie zubożamy pulę genetyczną stada. Niestety w połączeniu z brakiem uzupełnień stad tarłowych z zewnątrz (od innego hodowcy albo najlepiej ze środowiska naturalnego), otrzymujemy coraz bardziej upośledzone genetycznie stado. Nie chodzi mi o upośledzenia widoczne, jak deformacje, które są widoczne ale zdarzają się także w naturze, chodzi mi o upośledzenie puli genów tych ryb. Jest ono bardziej niebezpieczne, jest niewidoczne ale nigdy nie wiemy jaki ma to wpływ dla środowiska. Jeżeli chodzi o pochodzenie ryb, mamy jeszcze jedną kwestię. Często do zarybień są używane ryby, które niestety mają zupełnie odmienną pule genową od ryb naturalnie występujących w danej wodzie. Czasami ma to korzystny wpływ ale zazwyczaj niestety nie. Pamiętajmy, że w przypadku zdecydowanej większości zbiorników stojących jak i znacznej części rzek, gatunki wytworzyły przez wieki swoje własne odmienne populacje. Niepowtarzalne i występujące tylko w danej wodzie. Wprowadzenie innych ryb może powodować że nie będą one odpowiednio przystosowane do tej konkretnej wody lub nawet spowodują przez krzyżowanie „skundlenie” występującej naturalnie populacji ryb. Dlatego, niestety tak krytykowane pozyskiwanie tarlaków z wód, w których mają być prowadzone zarybienia jest bardzo istotne. Pamiętajmy, że odłów tarlaków, jeżeli jest przeprowadzony prawidłowo i nie ma na celu w rzeczywistości nałapania mięsa na handel, a ryby po tarle wracają do wody, jest bardzo ważny dla zachowania zdrowia genetycznego pływających w naszych wodach ryb.

Syjamskie deformacje wylęgu pstrąga potokowego. Występują także w naturze. Są całkowicie śmiertelne i nawet w hodowli nie udało mi się utrzymać ich przy życiu. W hodowlach bazujących na stadzie tarłowym bez dopływu „świeżej krwi”, mogą stanowić duży procent.

Żeby dopełnić Wam obraz zarybień przedstawię jak one wyglądają z prawnego punktu widzenia.

Każdy użytkownik rybacki, biorący w dzierżawę wodę należącą do Skarbu Państwa, musi przeprowadzać zarybienia. Jest to jego podstawowy obowiązek, wynikający ze złożenia operatu rybackiego oraz podpisanej umowy na dzierżawę. Operat rybacki, jest to dokument określający zasady prowadzenia gospodarki na danej wodzie. Operat zawiera między innymi zapisy informujące o składzie gatunkowym, ilości i asortymencie ryb wypuszczanych w ramach zarybień. Dotychczas użytkownicy rybaccy (przynajmniej zdecydowana większość), mieli w swoich operatach zapisaną możliwość wymiany sortymentów. O co chodzi? Chodzi o możliwość zastosowania zamiast np. wylęgu szczupaka, narybku wiosennego szczupaka lub na odwrót. Istnieją specjale przeliczniki pozwalające obliczenie norm zarybień przy takich zmianach. Podsumowując użytkownik MUSI zarybiać inaczej naraża się na utratę wody i kary. Zarybienia mają także swoje obostrzenia weterynaryjne. Nie można wypuścić do wody każdej ryby. Przed zarybieniem należy próbkę ryb przekazać do Zakładu Higieny Weterynaryjnej. Na podstawie przeprowadzonych badań, wystawiane jest zaświadczenie o stanie zdrowotnym ryb, które pozwala lub nie na wprowadzenie ich do wód otwartych.

Prawidłowy transport wylęgu przeznaczonego do zarybień. Worki wypełnione wodą i tlenem. Tak zabezpieczone ryby można transportować na duże odległości.

Przy planowaniu i opiniowaniu (na etapie operatu) oraz wykonywaniu zarybień, można i niestety bardzo często do tego dochodzi, popełnić wiele błędów.

Wielu użytkowników rybackich (na czele ze znaczną częścią naszych okręgów PZW), świadomie lub nieświadomie popełnia te błędy, a lista ich jest długa.

Niewłaściwy skład gatunkowy zarybień.

Nieprzystosowany do danej wody. Niestety lista zniszczonych przez nieodpowiednie zarybianie wód, jest długa i ciągle rośnie. Zaczynając od dawniej intensywnych zarybień amurem i tołpygą, po nadal występujące w Polsce zarybienia jezior oligotroficznych i lobeliowych karpiem. Wypuszczanie sandaczy do zbiorników typowo szczupakowych i na odwrót czy zarybianie niektórych zbiorników boleniem. Lista jest bardzo długa. Czasami takie zarybienia kończą się zniszczeniem wody, czasami tylko zmarnowaniem pieniędzy i życia materiału zarybieniowego.

Wypuszczanie narybku letniego troci. Dla różnej wielkości ryb należy wybrać odpowiednie środowisko. Niedopuszczalne jest wypuszczanie wylęgów i narybków letnich łososiowatych w głównych nurtach rzek. Żeby uniknąć dużych zagęszczeń w dopływach, często takie worki z rybą trzeba było dźwigać po kilkaset metrów w trudnym terenie. Zarybień łososiowatych nie należy robić w miejscach naturalnego tarła by nie tworzyć konkurencji naturalnie spłodzonym rybom.

Nieodpowiednie pochodzenie materiału.

Już wspominałem o rybach pochodzących z obiegów zamkniętych czy hodowli pracujących od dziesięcioleci na tej samym genetycznie stadzie. Są także inne przypadki jak np. zarybienia tanim, podrośniętym węgorzem. Zazwyczaj ma on masę kilkudziesięciu gram. W hodowlach węgorza pod wpływem zagęszczenia dochodzi do skomplikowanego procesu różnicowania płci. W skrócie, na pewnych etapach rozwoju, część ryb przestaje rosnąć i w wyniku sortowań na ośrodkach węgorzowych powstaje stado „odpadów”. To brzydka nazwa ale trudno jest mi znaleźć inne określenie. Ośrodki sprzedają je za niską cenę i niestety większość z nich trafia do Polski jako zarybienie.

Niewłaściwy dobór sortymentu ryb.

Głośnym echem odbiła się kilka lat temu historia użytkownika rybackiego na Wiśle. Miał on w swoim operacie troć, a gospodarował na dolnym jej odcinku. Niestety (w tym przypadku) w operacie istniał zapis o możliwości zamiany sortymentów. Użytkownik zamiast smoltów wypuścił wylęg troci. Wylęgi mogą przeżyć wyłącznie w górnych odcinkach rzek, w dolnej Wiśle nie miały szans. Zarybienie chociaż wykonane zgodnie z prawem stało się bezsensowne.

Niewłaściwie przeprowadzony sposób zarybiania.

Są gatunki, które powinno się wypuszczać nocą, są też miejsca, w których nie powinno się zarybiać w dzień np. z powodu kormoranów. Przy drobnych formach jak wylęgi, muszą one znaleźć się w wodzie wtedy, kiedy pojawia się odpowiedni dla nich pokarm, przesuniecie o dwa tygodnie zarybienia w jedną lub drugą stronę może zniweczyć całą pracę. Ważny jest też sposób zarybiania. Ryby stadne można wypuszczać w jednym miejscu i na raz, czują się wtedy bezpieczniej i w ławicy mają większą przeżywalność. Są jednak gatunki jak szczupak czy łososiowate, które wymagają nachodzenia się przy zarybianiu. Prawidłowe zarybienie szczupakiem wygląda w ten sposób, że osoba wypuszczająca idzie sobie np. w spodniobutach, wzdłuż trzcin i przy pomocy kubka czy innego naczynia wylewa pojedyncze sztuki wylęgu do wody.

dealne miejsce do zarybień wylęgiem szczupaka. Ze względu na kanibalizm, dobrą praktyką jest wypuszczanie wylęgu szczupaków po kilka sztuk co metr idąc wzdłuż trzcinowiska.

Po przeczytaniu tego tekstu o zarybieniach zapewne większość z Was powie: Zarybienia to zło, powinny być zakazane! Niestety takie opinie ciągle krążą w sieci na różnych grupach i forach. Dlaczego piszę niestety? Bo takie stwierdzenie to jedna wielka bzdura!

To nieprawidłowo wykonywane zarybienia są złe. Prowadzenie gospodarki rybackiej czy rybacko wędkarskie to jest rolnictwo więc użyję rolniczego porównania do zarybień. Zarybienia są jak przycinanie drzewka owocowego. Ktoś powie – robią krzaczkowi szkodę. Jednak dobry sadownik wie kiedy i jak przyciąć drzewko by odpowiednio zakwitło i dobrze owocowało, by nie zdziczało. Mało tego, dobry sadownik oprócz przycinania odpowiednio nawozi i podlewa, walczy ze szkodnikami i chorobami, zabezpiecza drzewko przed dużymi mrozami i w odpowiednim momencie zbiera plon. Tak samo jest z użytkownikami wód. Dobry użytkownik odpowiednio zarybia, ale także dba o jakość wody, walczy z kłusownictwem i zanieczyszczeniami, stosuje przeżyciowe tarła i tak ustanawia regulamin by skutecznie chronić ryby w okresie tarła czy zimowania, udrażnia rzeki. To jest dobry gospodarz. Całe szczęście takich świadomych użytkowników w Polsce przybywa i co najważniejsze, nagle okazuje się że wody pod ich opieką rozkwitają, ryb nie brakuje i takich nam potrzeba.

Ikra karpia – jak ją uzyskać?

Ikra karpia pozyskiwana jest poprzez masażu powłok brzusznych po ich uprzednim osuszeniu. W Polsce karp nie jest gatunkiem rodzimym, więc należało w toku historii wypracować konkretne metody pozyskiwania ikry. Dzięki temu, że karp rozmnaża się bardzo intensywnie i na dużą skalę, można liczyć na to, że ikra karpia również będzie osiągała zadowalające ilości, co pozwoli na wykorzystanie jej w kuchni. Choć karp w Polsce uznawany jest za potrawę typowo wigilijną, można spożywać go także w innych miesiącach w ciągu roku.

Zarybianie stawu karpiem

Czy wiesz jak powinno przebiegać prawidłowe zarybianie stawu karpiem? Spieszymy z podpowiedziami! Karp powinien mieć co najmniej 20 centymetrów długości w momencie zarybiania, aby uniknąć drapieżnictwa. Karpie są zazwyczaj zarybiane w ilości od 5 do 12 sztuk na akr. Obsada w ilości 10 do 12 na akr zazwyczaj usuwa wszystkie podwodne rośliny wodne i większość przydennych roślin wodnych w ciągu dwóch lat. Zarybianie stawu karpiem jest podobne do zarybiania innymi rybami. Przed wypuszczeniem ich do stawu, należy ułożyć worki transportowe z rybami w wodzie, aby doszło do wyrównania temperatur.

Życzę nam wszystkim byśmy mieli jak najwięcej takich wód. Dlatego pomagajcie przy zarybieniach, pomagajcie i obserwujcie co robi Wasz użytkownik rybacki z Waszymi wodami.

AUTOR: GONZO – NIZEL.PL

 

Zaufane Opinie IdoSell
4.92 / 5.00 3152 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2024-06-21
Alles perfekt
2024-06-20
SUper sklep, szybka dostawa.Wszystko zgodne z opisem.
pixel